Blaszany dach na Podkarpaciu ma ciężkie życie. Latem nagrzewa się do kilkudziesięciu stopni, zimą przechodzi przez kilkanaście cykli zamarzania i odmarzania, a przez cały rok dostaje wilgoć, kurz z pól i igliwie z okolicznych drzew. Efekt jest zawsze taki sam: powłoka matowieje, blaknie i zaczyna się łuszczyć, a w miejscach, gdzie odejdzie do gołego metalu, natychmiast pojawia się rdza.
Wielu właścicieli w tym momencie myśli o wymianie całego pokrycia. To najdroższe z możliwych rozwiązań i bardzo często zupełnie niepotrzebne. Dopóki blacha jest cała, a rdza ma charakter powierzchniowy, renowacja kosztuje ułamek tego, co nowy dach i daje kolejne lata spokoju. Kluczowa jest tu jednak kolejność prac, bo farba położona na brudną albo wilgotną blachę schodzi płatami po pierwszej zimie.
Dlatego u nas każda robota zaczyna się od mycia ciśnieniowego. Zbijamy mech, glony, osad i wszystko, co odchodzi od podłoża. Następnie zabezpieczamy ogniska korozji podkładem antykorozyjnym, a dopiero na tak przygotowany dach idzie farba nawierzchniowa. Kładziemy ją agregatem natryskowym, dzięki czemu powłoka jest równa także w przetłoczeniach blachy trapezowej i na rąbkach, gdzie wałkiem nigdy nie da się uzyskać jednolitej warstwy.
Pracujemy na blachach trapezowych, blachodachówkach, rąbku stojącym i starych blachach falistych. Malujemy dachy domów jednorodzinnych, budynków gospodarczych, warsztatów, hal oraz obiektów sakralnych. Przy okazji odświeżamy kominy, obróbki blacharskie, wiatrownice i rynny, bo to właśnie te detale najbardziej rzucają się w oczy i potrafią zepsuć wrażenie z całej pracy.
Najczęściej jeździmy po powiecie niżańskim i sąsiednich: Jeżowe, Nisko, Rudnik nad Sanem, Stalowa Wola, Leżajsk, Nowa Sarzyna, Sokołów Małopolski, Kolbuszowa, Tarnobrzeg i Rzeszów. Wycena jest bezpłatna i zawsze robimy ją po obejrzeniu dachu, bo z ziemi nie widać ani stanu łączeń, ani tego, jak mocno trzyma się stara powłoka.